Marek Kurzętkowski po 5 i 6 Rundzie 2017

MAREK KURZĘTKOWSKI po 5 i 6 Rundzie 2017: ”

Po raz drugi w tym roku pojawiłem się na torze Poznań i znów wyjechałem zadowolony, chociaż mały niedosyt pozostał , o czym za chwilę. Pierwszy pozytyw to pogoda. Niby nic, ale w minionych sezonach zdarzało nam się podczas lipcowych rund trząść z zimna. Tym bardziej doceniam, że dzięki słońcu tym razem był to weekend rekreacyjno-wyścigowy.

Przed zawodami zmieniłem ustawienia geometrii wyścigówki, więc w sobotnich kwalifikacjach uczyłem się samochodu na nowo, co oczywiście odbiło się na czasach. Ostatecznie zdecydowałem się częściowo wrócić do poprzednich ustawień, dzięki czemu w wyścigu czułem się pewniej.

Od początku wyścigu goniłem jadącego przede mną Kubę Sykuckiego. W między czasie minęliśmy kilku zawodników którzy mieli kłopoty, w tym Michała Szlachtę i Tomka Kozę. Jakub powoli ale sukcesywnie odjeżdżał, więc w końcu dałem sobie spokój z pościgiem i skupiłem się na dowiezieniu szóstej pozycji. Michał w zależności od kondycji swojego samochodu oddalał się lub zbliżał , a ostatecznie razem z Tomkiem Kozą dogonili mnie przed samą metą, Przeciąłem linię może dwie długości samochodu przed nimi, a oni niemal równocześnie. Biorąc pod uwagę to , że w całą sytuację wmieszał się jeszcze dublujący nas Bartek Idźkowski, był to naprawdę emocjonujący finisz 

Niedzielne kwalifikacje były jakieś nietypowe ( jak na mnie) . Wyjechałem na tor, jechało mi się dobrze, miałem trzy czyste kółka, stwierdziłem, że więcej nic nie zrobię i zjechałem okazało się, że zrobiłem oczekiwany czas w pierwszym okrążeniu, więc moje przeczucie było słuszne.

Po starcie wyścigu, który trochę przespałem, rozpoczęła się ciekawa rywalizacja z kilkoma zawodnikami zarówno z dyw. 1 jak i 2, która trwała mniej więcej do piątego okrążenia. Było sporo wyprzedzeń, ataków i obron, a więc wszystko to po co przyjeżdża się na wyścigi .Szkoda , że w połowie dystansu na skutek awarii kolegów nagle zrobiło się wokół pusto. Przez chwilę uciekałem jeszcze przed Kubą Dałkiem, ale i on w końcu zniknął mi z lusterka. Wydawało się zatem, że dojadę samotnie na swojej pozycji. A tu podczas ostatniego okrążenia skończyło mi się paliwo, zmuszając mnie do kapitulacji na ostatnich Dębach, czyli mniej więcej 1/3 okrążenia przed metą . Taki suspens na zakończenie. Na szczęście nie w walce o pozycje, bo wówczas bym się wściekł… a tak przyjąłem ta niespodziankę w miarę „na miękko”.

Weekend mimo tego uważam za udany, przede wszystkim dzięki temu, że nie miałem żadnej nawet małej awarii, a silnik od Jacka Chojnackiego działał znakomicie. Bardzo dziękuję Kubie Lange z Pirania Sport Service, który po raz kolejny profesjonalnie ogarnął serwis. Do zobaczenia podczas kolejnych zawodów!”