Mirosław Janduła opowiada o 1 i 2 rundzie 2018 Tor Poznań

Emocje po pierwszych dwóch rundach sezonu 2018 już opadły więc czas na parę słów podsumowania.

Na kwietniowe poznańskie rundy pojechałem z lekkim niepokojem, spowodowanym kompletnym brakiem czasu na przygotowanie auta i siebie. Wierzyłem jednak, że skoro auto po zimowym letargu odpaliło od strzała, to będzie tak samo bezproblemowo gadało w trakcie wyścigów.

Pierwsze kwalifikacje pokazały, że cała stawka Maluch Trophy bardzo dobrze przygotowała się do sezonu i nie będzie to łatwa gra. Do tego wyjechałem na tor z lekkim opóźnieniem i przez pozostały czas kwalifikacji nie mogłem znaleźć sobie dogodnej pozycji. W efekcie czas 2.13.256 dał mi 4 pozycję w klasie DN8-1 i 8 pole startowe.

Wiedząc, że mam co robić w trakcie wyścigu, już od startu systematycznie starałem się przebijać do przodu. Wylądowałem za swoją „tajną bronią”, który po raz kolejny pokazał, że można niego liczyć. Zaraz po wyprzedzeniu Paweł Żeromiński (bo o nim tu mowa) i objęciu pierwszego miejsca, wywiózł mnie na pierwszym lewym w żwir, gdzie zgasiłem auto. Na domiar złego pojawił się problem z odpaleniem motoru i pozostało mi oglądać przejeżdżającą obok mnie stawkę. Całe szczęście, że auto odpaliło i udało się uratować parę punktów szóstą pozycją. Chrapka na pierwsze miejsce i niepotrzebna walka z Pawłem sprawiła, że nie był to zbyt udany wyścig.

Tego samego dnia trzeba było opanować emocję i wystartować w kwalifikacjach do drugiego wyścigu. Tu poszło już wszystko zgodnie z planem – wyjazd, szybkie 4 okrążenia, bardzo dobry czas 2.11.555 dający 1. miejsce w klasie i można było zjeżdżać, żeby nie katować niepotrzebnie auta.

Na drugi, niedzielny wyścig miałem prosty plan utrzymania pozycji startowej. Michał Szlachta jednak mocno starał się pokrzyżować moje plany i udało mu się to. Przegrałem batalię o pierwsze miejsce i nie chcąc powtórzyć błędu z pierwszego wyścigu wolałem dojechać na bezpiecznym drugim miejscu niż po raz kolejny podejmować ryzyko.

Pomimo średnio udanego pierwszego wyścigu muszę odhaczyć ten weekend jako udany. Auto bez większych problemów dowiozło całkiem sporą ilość punktów, a to będzie w tym sezonie najważniejsze. Co prawda tytułu mistrza nie zdobywa się na pierwszej rundzie, ale na pewno przy tak wysokim poziomie czołówki każdy jeden punkt będzie bardzo ważny.

Przed nami następne rundy, które tym razem odbędą się poza granicami naszego kraju. Najpierw powalczymy o punkty na niemieckim torze Oschersleben, a już tydzień później na Litwie (Kacergine). Czeka nas zatem bardzo pracowity maj. Trzymajcie kciuki i do zobaczenia na torach!!

fot. Grzegorz Kozera – Motorsports Photography