Mirosław Janduła – systematycznie na pudle

„Drugi wyścigowy weekend sezonu 2017 z pewnością mogę zaliczyć do udanych. Co więcej – na pewno do najciekawszych w mojej karierze w Maluch Trophy. Całą stawką pokazaliśmy, że wyścigom naprawdę towarzyszą prawdziwe sportowe emocje na najwyższym poziomie.

Początek w moim wydaniu jednak wcale nie rokował zbyt dobrze, a to za sprawą kwalifikacji do pierwszego wyścigu. Auto już od samego wjazdu na tor nie jechało tak jak powinno. Wiedziałem, że na dobry wynik nie ma co liczyć. Co więcej moja „tajna broń” (Paweł Żeromiński) przeprowadziła akt dywersji na moim najlepszym okrążeniu w związku z czym następnego dnia miałem wystartować dopiero z 7 pola startowego.

Do wyścigu udało się jednak doprowadzić auto do stanu, który pozwalił na walkę już od samego startu. W pierwszą „Baba jagę” wjechałem 3 pozycje wyżej, a kilka okrążeń dalej zacięcie walczyłem o czołowe pozycje w wyścigu. O tym jak zacięta była to walka świadczą liczne rany na poszyciu mojego malucha. Po błędach przeciwników wysunąłem się na prowadzenie. Sam jednak nie ustrzegłem się błędu, a kolejne potyczki bok w bok z rywalami spowodowały, że finalnie wylądowałem na najniższym stopniu podium za Michałami Szlachtą i Ghanym.

Drugie kwalifikacje przebiegły bez żadnych problemów z autem, bardzo dobre czasy (najlepszy 2:10:836) i w efekcie wywalczone drugie pole startowe. Niedzielny wyścig to już równe, kontrolowane tempo, które pozwoliło wyjść na prowadzenie. Za bardzo się chyba rozluźniłem i popełniłem błąd, przez, który ponownie Michały znaleźli się przede mną. Udało się jedynie wyprzedzić Michała Szlachtę i zakończyć wyścig na i tak bardzo dobrym drugim miejscu.

Jak zatem widać to był naprawdę udany weekend, pełen emocji. Auto pomimo drobnych czknięć na początku nie sprawiło wielu problemów i przywiozło na metę bardzo ważne punkty. 3 i 4 runda pokazały jak wyrównany jest poziom w Dywizji 1. Różnice punktowe pierwszych 4 kierowców są naprawdę małe i każdy z nas będzie liczył się w walce o tytuł mistrza.”